Google Translator

czwartek, 10 listopada 2011

Powrót, czyli moja mała Odyseja

Ciekawym uczuciem jest powrót. Cieszy mnie wracanie tutaj, cieszy mnie, że są ludzie, którzy dopytywali kiedy wrócę. Niezwykłe jest to co czuję, gdy odżywa wspomnienie kawałka mnie. Wracanie sobie siebie samego. Bo nie tylko do bloga wracam - sytuacja daje nadzieję na coś więcej, niż tylko nowe wpisy, daje nadzieję na powrót do twórczego życia w szerszym tego słowa znaczeniu.



Tęskniłem za wieloma rzeczami, które zaczynam ponownie czuć. Bo zarówno tutaj, jak i w kilku innych przypadkach koniecznie trzeba czuć - to czucie pozwala wykrzesać coś niezwykłego. Bez tego nie jestem w stanie pisać. Przez błędy w priorytetowaniu straciłem to na długi czas. Tęskniłem za gwiazdami, za papierem, długopisem i nocą. Za kawałkami mnie, które milczą od dwóch lat, a które znów zaczynają działać jak kiedyś. Kartka jeszcze nie zapłonęła ponownie słowami, ale myślę, że nie każę jej długo czekać. Bo wspomnienia dawnego życia powracają.

Wraca też radość. Ta, która pozwala na wiele, która wiele rzeczy stworzyła. Ta, którą dawałem innym zarówno celowo, jak i przypadkowo, przy okazji. Zamknąłem część problemów, które coraz bardziej gnębiły i przeklasyfikowałem swoją listę priorytetów. Przestałem się nabierać na brak czasu powodowany przez ważniejsze sprawy. Pozwoliłem sobie podzielić czas między różne elementy i wychodzę na tym o wiele lepiej niż wcześniej.


Chciałem tutaj wrócić już wiele razy, ale obrane priorytety nie pozwalały, blokowały. Wpis, który umieszczę niedługo zacząłem pisać jeszcze w lutym, na telefonie w trakcie powrotów do domu. Były to jedyne chwile, kiedy mogłem sobie spokojnie pozwolić na pisanie. Potem proces twórczy zawisł aż do maja, kiedy kontynuowałem pisanie już na komputerze, a następnie bezpośrednio na blogu. Niestety i wtedy szybko podcięły mi skrzydła obowiązki - zazwyczaj najlepiej pisze mi się nocą, a nocami musiałem się tymi obowiązkami zajmować, bądź spać, aby być gotowym do robienia tego następnego dnia. Teraz, przy innym podejściu do sprawy, o wiele lepiej mi się wszystko robi, wliczając w to obowiązki. Oczywiście nie zawsze, bo trzeba się wbić w pewien obrany tryb życia, żeby przynosił zawsze oczekiwane rezultaty. Jestem dobrej myśli. Wierzę, że udało mi się uwolnić od tego, czym sam się blokowałem wcześniej. Dziękuję Ani, która przypomniała mi, że jest to dobry moment na powrót.

Łódka, której więcej zdjęć tutaj, znalazła się w tym poście ze względu na kojarzenie się z powrotem. Przynajmniej mi widok łodzi kojarzy się z powrotem -  takim znaczącym powrotem. Jest też w tej chwili symbolem tego, czego mi ostatnimi miesiącami trochę brakowało - radosnej spontaniczności i dawania uśmiechu. Bo w taki sposób i w takim celu powstała ta łódka z orzecha, wykałaczki, patyczka do mieszania kawy i sznurków od herbat. Nie ma wokół niej żadnej wielkiej historii. Poza moją własną, którą właśnie ożywiam.

"Emancipate yourself from mental slavery - none but ourselves can free our minds." - Bob Marley

4 komentarze:

  1. FeniXie,
    nareszcie! Wspaniały wpis, prawdziwy, głęboki. Będę męczyć, żeby były następne. Nadciąga wielki wiatr zmian dla tej małej łódki!
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekałem kilka miesięcy na ten wpis ^^ Zaglądając na swojego bloga, przy okazji sprawdzałem czy ty czegoś nie skrobnąłeś, aż w końcu się doczekałem ^^ Poza tym, planuje utworzenie drugiego bloga dotyczącego... no i bym powiedział o słowo za dużo xd Link wyśle do ciebie na GG, albo tutaj, jeszcze zobaczę :) Pozdrawiam i czekam na nowe posty! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo zgrabnie, panie Konradzie, jestem pełen podziwu :) Zarówno do kunsztu, jak i do umiejętności powrotu, kosztem pracy nad sobą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ups, i anonimowość szlag trafił. Szymonie, wstydź się :D

    OdpowiedzUsuń